michalina/ Listopad 11, 2018/ Zawody/ 0 comments

V Radan Półmaraton Gliwicki już za nami (04.11.2018). Było wiele emocji, świetna atmosfera i mile zaskoczenie na mecie 😀 . Zapraszam na krótką relacje okiem początkujących półmaratończyków 😉 .

Były to nasze pierwsze zawody na tym dystansie. Wybór padł na Gliwice ponieważ impreza została nam polecona. Oprócz zawodów na dystansie 21.097 km odbył się również bieg na 10 km oraz zawody w Nordic Walking (również na dystansie 10 km).

Pobiegliśmy bez większych oczekiwań co do naszego wyniku. Dystans chcieliśmy przebiec razem i zmieścić się w czasie poniżej 2.30 (wiem, dla niektórych taki czas to masakra 😉 ).

Ale zacznijmy od początku ….
Pobudka godzina 06.00 😀 . Z tych emocji nie chciało się nawet spać. Szybkie śniadanie i ruszamy do Gliwic. Ponieważ nie mieliśmy odebranych jeszcze pakietów trzeba było troszkę prędzej tam podjechać.

Przed startem oczywiście mała rozgrzewka (selfie ze znajomymi i takie tam inne wymachy ramionami i nogami 😉 ).

Start: 10.00 ! Ruszamy 😀 Ustawiliśmy się prawie na końcu, żeby szybsi biegacze nie psioczyli na  nas 😉 . Oczywiście plan był taki: starujemy powoli i nie dajemy się ponieść fali 😉 . Plan planem, a życie życiem – jak wystartowaliśmy razem z całą resztą tak już nie zwalnialiśmy 😀 . Ach zawody – zawsze tak samo, dziki pęd za resztą zawodników z językiem na wierzchu 😀 .

Po jakimś kilometrze dogoniliśmy pacemakerów na 2.15. Zachęceni wizją świetnego czasu pomknęliśmy za nimi niczym wicher 😀 . Na naszą zadziwiającą (oczywiście w naszym mniemaniu) prędkość, nie bez znaczenia była motywacja jaką dali nam pacemakerzy ! Wielkie podziękowania za ich doping. Był taki skuteczny, że na pierwszym punkcie żywienia, zostawiliśmy ich w tyle (wykorzystując to, że zatrzymali się na posiłek 😉 ).

Potem gnaliśmy co sił w nogach żeby nas nie dogonili 😀 .  Ale się udało – teraz goniliśmy kolejnych zająców tym razem tych na 2.10 😀 . Wiadomo – w miarę jedzenia rośnie apetyt 😉 .

Ponieważ trasa była praktycznie płaska (tylko z 2-3 łagodne podbiegi + masakra podbiegowa na samym końcu 😉 . Ale o tym później ), biegło się znakomicie, bez większego zmęczenia. Dodatkowo, rozstawieni na trasie biegu bębniarze dawali takiego czadu, że człowiek wbrew zdrowemu rozsądkowi przyspieszał 😀 .

Pierwsza pętla już prawie za nami. Biegniemy z prędkością 9,5 – 10 km/h – przy takim dystansie dla nas to kosmos 😀 . Już na horyzoncie widzimy różowe baloniki pacemakerów 😀 . Adrenalina robi swoje, bębny dodają nam kolejnych super mocy 😀 . I jest – mamy ich, przegoniliśmy różowych zająców 😀 . Euforia prawie jak na mecie  😉 .

Tak więc mijamy pacemarkerów i pędzimy dalej, druga pętla się zaczyna i tutaj … hmm… no właśnie. Biegnie się dalej rewelacyjnie ale jakoś tak już po kolejnych kilometrach (12-13) zaczynamy już czuć nogi. Coraz mniej biegaczy na trasie (odpadli wszyscy Ci co  biegli na 10 km), tak więc już nie było tej dodatkowej energii co człowieka niosła 😉 . Ale bębniarze zostali, kibice również więc pędzimy dalej –  o dziwo nadal z prędkością 9,5 – 10 km/h.

Kolejne kilometry lecą szybko. W ogóle miałam wrażenie, że pierwsze 10 km pyknęło nie wiem kiedy 😉 . Ale to jest właśnie magia zawodów. Zanim zdążyliśmy pomyśleć jacy jesteśmy zmęczeni i zacząć marudzić „daleko jeszcze?” było już po 15 kilometrze – jak dla mnie już z górki, bo co to jest 6 km dla nas 😉 .

I jest nareszcie 😀 . Docieramy do miejsca gdzie 9 km wcześniej wolontariusze puszczali inną trasą biegnących na 10 km. A więc meta jest tuż tuż za zakrętem 😀 . Biegniemy ile sil w nogach, a droga dłuży się i dłuży 😀 .  Ten zakręt jednak jest baaardzo daleko, ale przemy twardo do przodu. I jest zakręt 😀 i ………….. kolejna długa prosta. Nosz motyla noga 😀 . Ale biegniemy i jest hala Arena !!! Jupi 😀 biegniemy, kierują nas już na jej teren, jeszcze tylko okrążyć ją i będzie finisz.

Więc biegniemy i czuję nagle jak moc nas opuszcza. Widzimy podbieg – najgorszy na całej trasie, my już zmęczeni, dodatkowo strasznie wieje i końca nie widać 😀 . Ale nie ma co – do mety parę metrów – damy radę ! W końcu pokonujemy ten podbieg i zbiegamy w głąb hali. A tam już widzę metę 😀 Jupi, biegniemy szybko, szybciej i … wolniej żeby nie stratować biegaczy przed nami 😉 . Jest FINISZ 😀 Wbiegamy razem na metę, zmęczeni ale mega szczęśliwi. Czas: 2.11 – jak dla nas to rekord !

Kocham ten stan ! Jest medal i mega satysfakcja. Oboje dumni jak pawie 😉 .

Trasa V Radan Półmaratonu w Gliwicach to 2 pętle, wyznaczone ulicami Gliwic, start przy nowej hali Arena Gliwice, meta wewnątrz obiektu. Trasa biegła m.in. przez Politechnikę Gliwicką, rynek, park Chopina.

Pogoda ach pogoda. Tutaj zostałam po raz kolejny wprowadzona w błąd – delikatnie pisząc 😀 . Musze znaleźć inny portal pogodowy ponieważ mój po raz kolejny zrobił mi psikusa. Miał być piękny słoneczny dzień, temperatura ok. 15-19 st. C, a było pochmurno, zimno i wietrznie. Nie żeby mi taka pogoda przeszkadzała. Problemem był mój obiór 😀 . Dzięki dla organizatorów za tę opaskę, która posłużyła mi za komin. Oczywiście moja druga połówka była przygotowana nawet na śnieżycę 😀 . Jak zwykle ja się skupiłam na wyglądzie, a On na funkcjonalności 😀 .

Poza wspomniana opaską w pakiecie startowym dla półmaratończyków była jeszcze koszulka (bawełniana) oraz opaska na rękę. Dla biegaczy na 10 km i dla nordic walking w pakiecie była opaska na głowę + opaska na rękę.

Impreza świetna, dobra organizacja, trasa łatwa – idealna do robienia życiówek. Myślę, że za rok również tam zawitamy 🙂

Ona

Share this Post

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*